Tu wklejam moja prace jeszcze z czasow liceum(miala pojechac na konkurs ale ze wzgledu na wulgaryzmy zostala zdyskfalifokowana-praca byla na temat uzaleznien). Kilka cytatow zaporzyczyłem z ksiazki J.Skardzinskiego moze ktos zorientuje sie z jakiej;)
SEN O WOLNOsCI
Leze w łozku, gra radio, to chyba jakis kawałek Hendrixa. I myslę sobie, ile jeszcze wytrzymam. Takie mysli nachodza mnie coraz czesciej, coraz czesciej mam wyrzuty sumienia i zastanawiam sie czy takie scierwo jak ja ma prawo zyc. Dobija mnie moja monotonia kazdego dnia. Zyje od zastrzyku do zastrzyku. Wstaje rano ide pod goracy prysznic, zeby było się latwiej wkluc, a jest coraz trudniej- to samoobrona organizmu. Potem rozmyslam o roznych rzeczach, najczesciej o tym jak załatwic towar i skad wziaz kase, a dawki sa coraz wieksze. Nie obchodzą mnie codzienne problemy moich przyjaciol i rodziny. W mojej glowie istnieje tylko jedna mysl- wziac. Kiedys tak nie bylo, kiedys chcialem tylko wolnosci.....
"Wolnosc" przyszla wraz ze zdana matura, kiedy na jedna z „pomaturalnych” imprez przyjechał „Sloniu”, ktory przywiozl makowki i zyletke. Alkohol juz znałem wiec mowie: Dawaj!. On cierpliwie wytlumaczyl co z tym zrobic, a ja zrobilem. I tak przelecialy trzy lata, w ciągu ktorych bralem rzadko...
Siedzialem w jednej spelunie ze starym kumplem. Byłem na glodzie, patrzylem zimnym, stalowym, nienawistnym wzrokiem. Znalazlem goscia, ktory mial dzialke, ale tylko jedna i nie chcial jej sprzedac. Dopiero wtedy zrozumialem w jakie gowno sie wpakowałem i co znaczy ten kurewski nałog. Kac przy glodzie to jak puszczenie baka: czlowiekiem telepie, boli kazdy miesien, kazdy staw, kazde sciegno, puszczaja wszystkie hamulce, leci z kazdej dziury. Jednak obawy te opuszczaly mnie bardzo szybko-jak tylko zaladowalem. A jednak zaczynalo do mnie powoli dochodziz że muszę cos z tym zrobic, że musze zaczac się leczyc, ale trwalo to bardzo dlugo.
Do pierwszego detoxu zmusili mnie starzy. Bardzo sie natrudzili zeby mnie przekonac. Gdy im się udało, zawiezli mnie do Olsztyna na odtrucie, ktore trwalo dwa czy trzy tygodnie- dla mnie byla to wiecznosc. Chodzenie po scianach, ciagle wymioty, zimne dreszcze i marzenie o jednej malutkiej dzialce, byle by się to skonczylo. Po detoxie byla psychoterapia, na ktorej caly czas rozmawiali ze mna o narkotykach i o mojej chorobie, więc jak tu nie cpac. Ucieklem stamtad, myslac że juz sobie sam dam rady. Nie dalem. Zaczely mi wypadac zeby i przestalem prawie jesc. Jedynie jesli juz cos to na chybcika i cos slodkiego: nalesniki, cukierki, czekolade. To wszystko wiazalo się z dragami. Wszak zatruwany organizm potrzebuje cukru aby mogl sie bronic.
Zatracilem calkowicie wiare w siebie, olewam wszystko chce cpac!. Nie, ja muszę cpac, ten ostatni raz i wtedy moze przestane. Lecz to tylko blahe, nic nie warte mysli narkomana, ktory juz i tak wie ze wyrok zapadl. Stracilem juz wszystko co kiedyz mialo dla mnie wartosc, moja idee wolnosci, ktora wciągnela mnie w to wszystko i uwieziła mnie w plastikowej strzykawce. Juz nie moge, zaczyna mna trzasc, leci krew z nosa, zaczyna mi brakowac tchu. Musze wziac, WZIAC, WZIAC...

